Susan usiadła w fotelu. Miała za sobą naprawdę ciężki dzień. Co prawda na jej lekcjach dzieci zawsze były grzeczne i słuchały zafascynowane, ale nie każdy nauczyciel może osiągnąć taki efekt. A może nie każdy próbuje. Koleżanka skarżyła się, że podczas lekcji chłopcy z klasy Susan zaczęli się przepychać. Susan musiała więc uspokoić ich i dowiedzieć się, o co poszło. Później, kiedy już wychodziła z pracy, spotkała płaczącą dziewczynkę. Ach, te dzieci! A na dodatek dyrektorka znowu próbowała ją przekonać, żeby zmieniła metody nauczania. Czy ona nigdy nie zaakceptuje faktu, że to do jej klasy jest najwięcej chętnych?
Dobrze było więc móc odpocząć i delektować się książką. Właśnie zaczynało być ciekawie, kiedy usłyszała jakiś szmer. Powoli i ostrożnie sięgnęła po pogrzebacz*. W uchylonych drzwiach stanęła mała postać w czarnej szacie, a za nią...
- Och.
Spokojnie odłożyła narzędzie. Przed jej fotelem stał szkielet w długiej, czarnej szacie. Antropomorficzna personifikacja. Mroczny Kosiarz, Posępny Żniwiarz... Jej dziadek.
- Co ty tu robisz? Przecież miałeś się nie...
TAK, WIEM. - przerwał jej Śmierć - MIAŁEM NIE INGEROWAĆ W TWOJE PRYWATNE SPRAWY. WYBACZ. ALE POTRZEBUJĘ TWOJEJ POMOCY.
Prychnęła rozbawiona.
- A do czego ty możesz mnie potrzebować?
WIDZISZ... ISTNIEJĘ OD TYSIĘCY LAT, ZEBRAŁEM OGROMNĄ ILOŚĆ WIEDZY, ALE NADAL NIE WIEM, JAK POSTĘPOWAĆ Z DZIEĆMI. ZA TO TY...
-Tak, tak. O co chodzi? Przecież powinno być jak zawsze. Ktoś kończy życie, ty przecinasz nić łączącą duszę z ciałem. Nie ma znaczenia, czy to dorosły czy dziecko.
TAK. TO JEST NORMALNA KOLEJ RZECZY. ALE TYM RAZEM JEST INACZEJ. NIE MOGĘ TEGO WYJAŚNIĆ. POJEDŹ ZE MNĄ I POMÓŻ, PROSZĘ.
- Skoro muszę...
Śmierć pstryknął palcami*, na co podbiegł do nich Pimpuś. Normalny koń prawdopodobnie ucieszyłby się na widok pani, zarżał czy stanął dęba, ale on przecież był dostojnym wierzchowcem Śmierci (imię nie ma nic do rzeczy). Jednak Susan zauważyła ślad zadowolenia na pysku, i to jej wystarczyło.
Wsiedli oboje (Śmierć Szczurów siedział już z przodu) i ruszyli w krótką drogę. Wylądowali w biednej chatce, umeblowanej tylko niezbędnymi rzeczami. Zobaczyli zrozpaczoną kobietę pochylającą się nad łóżeczkiem, w którym leżało ciało kilkuletniego chłopca. Obok stała dusza dziecka i oczami pełnymi miłości wpatrywała się w matkę. Między nimi unosiła się cienka, srebrna nić... Susan pojęła wszystko od razu. Śmierć zaczął mówić:
NIE WIEM, CO SIĘ DZIEJE. PRZECIĄŁEM WIĘZY ŁĄCZĄCE TEGO CHŁOPCA Z JEGO CIAŁEM, ALE...
- Cii. Już rozumiem, o co chodzi. Wyjdźmy na moment.
Kiedy byli już na zewnątrz, Susan kontynuowała:
- Widocznie ten chłopiec tak bardzo kocha matkę, że nawet po śmier..., ehm, zgonie jest do niej przywiązany. Tak bardzo boi się jej opuścić, że wytworzył nić, która ich połączyła. Miłość jest tak silna, że nawet twoja kosa nie może jej przeciąć.
MYŚLISZ, ŻE OSTRZENIE COŚ DA?
- Nie, oczywiście, że nie. Chłopiec musi zrozumieć, że to zgubne dla nich obojga. Dopóki nie opuści matki, ona nie będzie miała szansy na powrót do życia. Nie mogą trwać tak w nieskończoność. Daj mi kosę, pójdę z nim porozmawiać.
Śmierć zdumiał się.
MAM TU ZOSTAĆ? I JESZCZE ODDAĆ CI MOJE NARZĘDZIE PRACY?
- Tak. Przecież poprosiłeś mnie o pomoc. Wiem, co zrobić, potrzebuję tylko ostrza, a ty pewnie przestraszysz chłopca.
OCH. JESTEM AŻ TAK PRZERAŻAJĄCY?
- To nie twoja wina, to ludzie stworzyli twój wygląd.
Wzięła kosę od niechętnego dziadka, przybrała najmilszy wyraz twarzy, na jaki było ją stać, i weszła z powrotem do chaty. Kiedy się zbliżyła, duch dziecka odwrócił się w jej stronę.
- Kim jesteś? Gdzie się podział tamten straszny staruch? Co się dzieje? Dlaczego widzę samego siebie?
- Spokojnie. Jestem tu, żeby ci pomóc. Jak masz na imię?
- Robin.
- Dobrze. Robinie, wysłuchaj mnie...
Spędziła kilka minut, wyjaśniając chłopcu, co powinien zrobić. Kiedy Śmierć zajrzał do domu, ze zdziwieniem zobaczył, jak dziecko bierze jego kosę i własnoręcznie przecina nić łączącą go z matką. Po chwili dusza zaczęła blaknąć i zniknęła, cały czas patrząc na matkę. Kobieta podniosła głowę, zdumiona nagłą zmianą jej nastroju. Przytłaczający ją smutek zmalał, a ona przypomniała sobie, że musi zrobić jeszcze mnóstwo rzeczy i zająć się pozostałą czwórką dzieci. Rozejrzała się po pustej izbie i wyszła.
Śmierć i jego wnuczka szli pustą ulicą, rozmawiając.
NIGDY NIE WIDZIAŁEM CZEGOŚ PODOBNEGO. NIE WIEM, JAK TY TO ZROBIŁAŚ, ALE WIDZĘ, ŻE JESZCZE DUŻO SIĘ MUSZĘ NAUCZYĆ.
- Nie martw się. Masz całą wieczność.
*Pogrzebacz jest ważny. Susan zawsze miała go pod ręką. Mogłoby się wydawać, że to broń tylko na Strachy, ale w rękach rozwścieczonej Susan mógłby przestraszyć wykwalifikowanego skrytobójcę uzbrojonego po zęby.
*Musicie wiedzieć, że palce składające się z samych kości nadają się do tego lepiej niż zwykłe, ludzkie. Kiedy Śmierć przywoływał Pimpusia, dźwięk przypominał trzask łamanej gałązki. Tylko nie powodował tyle zakłopotania szpiegów.
Dodane przez zosia11
dnia 23/07/2010 19:32 ·
3 Komentarzy ·
214 Czytań ·
Dzięki, ginny. To się nazywa krzepiący komentarz
Może opowiadanie nie jest bardzo dopracowane, ale wymyśliłam fabułę, leżąc bezsennie przez dwie godziny.
Tak. Pomysł świetny, tylko za mało rozwinięty. Pracuj nad formą, czyli pisz, pisz, pisz. I dąż do ideału, a kiedy już uznasz, że jesteś wystarczająco blisko, dziel się tym z ludźmi
A co do nieŚmierciowego Śmiercia, to może trochę przeszkadzać. Ale ja zawsze wychodzę z założenia, że nie trzeba wchodzić w czyjeś buty, aby podążać jego ścieżką. We własnych jest wygodniej. Tzn. można wykorzystywać czyjś dorobek, ale należy w tym pozostać sobą